pranie sprzątanie gotowanie X. po setce chlorprotixenu jemy obiad potem lody popijamy colą maluję paznokcie i programuję przychodzi sms: otrzymany trójkąt jest równoboczny ponieważ sugeruje to polecenie. kolejny z tradycyjnym: zyjesz?
witajcie w naszej bajce.






wtem
rozmawiamy o wspólnych znajomych.
- co tam u X?
- no co, dobrze… a ostatnio się upił pierwszy raz od czasów liceum!
- co? acha, bo on jest buddystą. jest zen.
- coś ty! nie wiedziałem…
- naprawdę. a co u Y?
- hmm… on jest bardzo zen. można powiedzieć, że osiągnął stan buddy.
to może ja później jednak pojadę na miasto. ot tak, żeby nie popsuć sobie opinii.
“do zobaczenia gdzieś w mieście”
wróciły sny, ale takie żywe. śni mi się to, czego się boję albo co powinnam zrobić. i to są bardzo ciekawe pomysły.




my sql cz.1
reinstalowalam sie. mam swieza winde, na nowo spersonalizowana przegladarke i kompozycje. wszystko moge jednym kliknieciem zszerowac wszedzie, mam podglad na face i blip bez otwierania tych stron, ulubione dzwieki daja mi znac ze przyszedl mail, bez patrzenia za okno wiem jaka jest pogoda. uwielbiam to - mam wrazenie ze ukladam sobie zycie ;)
dyrektor ośrodka nawet nie zamierza się tłumaczyć i powtarza “wszystko zgodnie z procedurą, nie mogę podważać…”.
- mamy tu skutki zakazu aborcji, eutanazji i przysięgi hipokratesa.
prowadzi mnie do pracowni ceramicznej.
- o proszę, to człowiek na plaży. to lepią nasze dzieci, piękne prawda?
powtarza pytanie kilka razy.
- piękne.
okropnie brzydkie i smutne, zdeformowane kształty.
- była pani kiedyś w hospicjum?
cios doskonały. uśmiecham się.
- byłam.
***
dyrektor od aborcji, eutanazji, znawca hipokratesa stoi na korytarzu i opiera się o ścianę. mówi że inne ośrodki…
- widziała pani inne ośrodki?
… to zwykłe umieralnie. ma łzy w oczach. więc mówię mu że
- wiem.
jak to jest kiedy nic nie można zrobić.
- bo pani tak chce wierzyć, ja widzę, pani wierzy że wszystko będzie dobrze.
nie wierzę, udaję.
- jeśli mogłabym w czymś pomóc.
- tak, mam pani numer.


a to właśnie my. sprzed dwóch lat. po weekendzie ;)
gdybyśmy mogli wywołać dobry czas za pomocą piosenek, pewnie zaczelibyśmy od
The Avalanches - Frontier Psychiatrist
potem przeszlibyśmy do
PATRICK WOLF - THE MAGIC POSITION
następnie zaśpiewalibyśmy
i zakończylibyśmy na:

everything is real






everything is real. nawet srebrny minivan, justwitch królowa konfitur w ciepłym domu i jej kot
odkryłam to dziś, wychodząc na rodzinny obiad. oczywiste opozycje. cała reszta to tylko nadbudowa z efektów specjalnych. piła 159.
mag: jaki to film?
me: horror?
mag: ale jaki tytuł?
me: nie wiem?
mag: pomyśl o tym.